piątek, 18 grudnia 2015

Eiendo II Rozdział szósty



      Trzask.
  Zaczęła powoli otwierać oczy. Gdy dotarło do niej zbyt mocne światło, zmrużyła je szybko i poderwała się lekko do góry. Oparła dłonie na gruncie i rozejrzała się wokół; panował mrok i tylko przez małą szczelinę wpadał blask, który ją obudził. Chciała jak najszybciej skierować się w tamtą stronę, lecz coś ją zatrzymało. Obróciła szybko głowę i zauważyła, że jej ciało pokrywają wodorosty. Otworzyła szerzej oczy i buzię w geście zdumienia; jej włosy unosiły się na poziomie jej głowy. Na jej ciele osiadały się bąbelki znikomego powietrza, a wszystko to dzięki... wodzie.
  Przerażona próbowała uwolnić się spod macek wodorostów, wierzgając nogami i szarpiąc dłońmi w górę. Pomimo dłuższych prób, nie uwolniła się. Skoro nie mogła tego zrobić, zaczęła zastanawiać się nad swoją aktualną sytuacją; utknęła w najpewniej jakieś jaskini, morskiej jaskini. Jak to się stało?
  Enenra.
  Tak naprawdę nie wiedziała do końca, czy to na pewno był on. Wierzyła swojej intuicji.
  Pamiętała, że kierowali się na skałę, w którą najprawdopodobniej uderzyli. Czemu najprawdopodobniej? Dokładnie nie była tego pewna. W pamięci utkwił jej tylko stopniowo przyspieszający się galop konia, oraz jej marne próby zeskoczenia do wody. Właśnie! Próbowała się wtedy uwolnić, ale jej ciało odmawiało posłuszeństwa. Głównie kończyny, które wydawały się być jakoby pod jakimś zaklęciem, czarem.
  Warknęła, gdy noga zamiast uwalniać się spod więzów, zaplątywała się jeszcze bardziej. Powiedziała coś do siebie i zdziwiona zamknęła buzię. Oddychała pod wodą! Co więcej: mówiła pod nią.
 - Ale...jak? – zapytała samą siebie i schyliła się ku dołowi.
  Od tego wszystkiego zaczęła ją pobolewać głowa. Westchnęła. Musiała się uspokoić i uporządkować wszystkie myśli.
 - Dobra Hitomi, spokojnie... Coś się wymyśli. Myśl logicznie: skoro możesz mówić pod wodą, to dasz radę z takimi roślinkami. – Prychnęła sama do siebie w myślach. Może i było to logiczne, tylko jak miała to zrobić?
  Opadła całkowicie na wodorosty i zaczęła rozmyślać. Woda jej uległa, na pewien sposób. Skoro miała choć trochę kontrolę nad tym żywiołem, to mogła spróbować trochę się nim pobawić. Z drugiej strony była to szansa, aby przekonać się o prawdzie przepowiedni.
  Na samym początku nic nie ruszyło. Próbowała tak kilka razy, kierowała myśli do jej nóg, wyobrażała sobie jak zrywa z nich wodorosty; bez sukcesu.
 - Uspokój się... – powtarzała sobie jak mantrę.
  Z upływem czasu światło, padające na jej ciało, zaczęło blednąć. Kierowała martwy wzrok na górę i czekała aż cokolwiek się zdarzy. Miała tak niby leżeć przez całą wieczność?
   Zamknęła oczy. Wyobraziła sobie swoje ciało, jakoby z niego wyszła. Widziała jak woda styka się z jej skórą. Przylegała do niej dokładnie, niczym ubranie. Przeniosła myśli na zaplątane ręce i nogi. Przecież woda osiadała się nie tylko na zewnątrz wodorostów, ale i w wewnątrz. To musiał być jej punkt odniesienia!
  Powoli w myślach zaczęła bawić się cząsteczkami wody, otaczającymi jej nogi. Zaczęła zwiększać ich objętość, poruszać nimi na różne strony, co doprowadziło do rozluźnienia więzów. Otworzyła oczy i uniosła lekko głowę, aby upewnić się, że to do czego doprowadziła nie było tylko jej tworem wyobraźni.
  Wodorosty unosiły się lekko, prawie niewidocznie, nad jej kończynami. Czuła, że musiała dalej kierować na nie myśli, aż do uwolnienia swojego ciała. Powoli zaczęła wysuwać nogi i ręce spod uwięzi. Gdy stanęła na własnych nogach, opuściła wcześniejsze myśli. Rośliny w tej chwili zaczęły się wspólnie zacieśniać, łączyć w kłębki i wrastać w podłoże.
 - Czyli, że to mogłabym być ja. Miło – mruknęła sama do siebie i spojrzała w górę.
  Musiała się dostać do tego otworu, a później...później poszukać jakiegoś wyjścia z tego całego basenu niewiedzy.
  Odbiła się od gruntu i popłynęła w kierunku wyżej wyznaczonym. Im była bliżej, tym zauważała większe szczegóły. Cała wnętrze było pokryte liśćmi, najpewniej winobluszczem. Gdzieniegdzie wystawały jakieś ostre, złote lub srebrne elementy. Zaciekawiona dotykała niektórych po drodze. Czasami chciała je wyciągnąć z ramion gałęzi, co niestety spotykało się z niepowodzeniem. Próbowała nakierować ku nim swoje myśli, ale widocznie jej zdolności nie były jeszcze dostatecznie wykształcone.
  Po jakimś czasie dotarła do szczeliny i wypłynęła z niej, przeciskając się.
  Woda. Nadal woda. Różnica była taka, że dało się cokolwiek zauważyć i można było po prostu stwierdzić, że znalazła się na dnie samego jeziora czy nawet morza.
 - No to co dalej...
 - Hitomi...
  Uniosła wzrok ku górze. Nic nie widziała.
 - Może mi się przesłyszało... – powiedziała sama do siebie.
  Nagle usłyszała dziwny dźwięk. Obejrzała się w prawą stronę i krzyknęła. Przed jej nosem ujrzała wielki pysk smoka, którego barwa łusek imitowała wodę. Miał długie, białe rzęsy oraz brwi, a jego ogon zakończony był srebrnymi zdobieniami. Wzrok kierował wprost na jej osobę, poruszając co chwilę nozdrzami, ukrytymi za długimi, falującymi pod wpływem wody, wąsami.  
  Skoro jego pysk był jak dziesięć jej postaci w wysokości i szerokości, to wstrząsały ją dreszcze, gdy miałaby zobaczyć jego całą sylwetkę. Zastanawiało ją jedno: czemu jej nie zabił?
 - Hitomi – odezwał się, choć nie poruszył ustami.
  Cofnęła się na tyle ile to możliwe, po czym zaczęła dokładnie obserwować majestatyczne tęczówki, odznaczające się na tle wody. Czemu wydawało jej się, że to...
 - Enenra.
 - Tak, to ja.
  Zanim cokolwiek przemyślała, rzuciła się na jego pysk i przylgnęła do niego. Prychnął tylko, ale nic więcej nie zrobił. Gdy zamknął oczy, nagle zrobiła coś, czego się nie spodziewał: uderzyła go pięścią w czoło. Nie zdziwił się, dlatego że go to zabolało (Piąstka dziewczyny w porównaniu do kilkumetrowego łba smoka?), tylko zaintrygowała go ta nagła zmiana jej postawy wobec niego.
 - Czemu mnie zabiłeś, Ty cholero nieczysta!
  Otworzył szerzej ślepia, po czym mruknął coś niezrozumiałego.
 - Jak Cię zabiłem?
 - No...skoro nie jestem w normalnym świecie, pływam sobie i ROZMAWIAM z Tobą pod wodą, to chyba coś znaczy. Przed chwilą myślami uwolniłam się spod przeklętych wodorostów, dzięki którym mogłam stać się skiśniętą dżdżownicą! – Zarzuciła mu, ostro akcentując ostatnie słowa.
 - Ty nic nie rozumiesz... Dlatego mówiłem, że to nie jest odpowiedni czas na Twoją przemianę.
  Ściągnęła brwi ku dołowi i założyła na krzyż ręce na klatce piersiowej, by następnie zorientować się, że nadal jest naga.
 - Chryste!
  Zaczęła zakrywać się dłońmi, na wszystkie możliwe sposoby. Gdyby Enenra był teraz w postaci człowieka, najpewniej obserwowałby ją z wielkim zainteresowaniem, nawet tego nie ukrywając. Musiał się jednak nad nią zlitować, by nic nie zaprzątało jej myśli w drodze do Eternitii. Czekała ją jeszcze długa droga.
  Zaczął się trząść, przymykając przy tym oczy. Przyglądała się jego poczynaniom, lekko zażenowana swoją nagością. Zaszokowana, ujrzała jak jego łuski zaczynają powoli odpadać. Niektóre odpadały w skupiskach, niektóre pojedynczo. Gdy skończył całą przemianę, zamachnął się ogonem, przybliżając przy tym zrzucone przez siebie części do jej osoby.
 - Co ja mam z tym zrobić? – Zaczęła je zbierać, zanim opadły na dno.
 - Okryj się nimi.
  Na początku spojrzała na niego jak na głupca, który stracił zdrowy rozsądek...ale cóż, był smokiem, człowiekiem, koniem i centaurem, plus Bóg wie co jeszcze; powinna mu zaufać. Łuski były wielkości jej dłoni, dlatego połączone dawały jej możliwość całkowitego okrycia. Nie wiedziała do końca jak ma sobie poradzić z podtrzymaniem na ciele swojego nowego odzienia, ale naprzeciw jej myślom wyszedł Enenra:
 - Użyj mózgu.
 - Słucham?
 - Użyj mózgu. – Westchnął i zawinął głową, po czym obrócił się o 180 stopni. – Skoro jesteś w stanie panować nad cząsteczkami wody, to na pewno poradzisz sobie z łuskami, które się z niej składają. Nakieruj na to myśli, uspokój się i nakaż im to zrobić.
  Na początku patrzyła na swoje ciało z kompletną pustką w głowie. Niby jak miała to zrobić? Nakazał jej wykonywać to co poprzednio, ale to przecież nie było takie proste. Szczególnie, że jeszcze trudno jej było w to uwierzyć i nad tym panować.
  Westchnęła i przyciągnęła łuski bliżej siebie. Zamknęła oczy i w spokoju zaczęła nakierowywać myśli na to, co miało powstać. Wyobrażała sobie jak łuski łączą się z jej naskórkiem, tworząc całość. Zaczęła czuć przyjemne dreszcze na ciele i lekkie mrowienie w okolicach klatki piersiowej, brzucha i narządów płciowych. Wygięła się do tyłu, nie przestając snuć wyobrażeń na temat swojego wyglądu. Zaczęła odczuwać w zupełnie inny sposób opływającą ją wodę. Poszczególne uszczypnięcia, zbudziły ją z transu.
  Odchyliła się zszokowana i spojrzała na swoje ciało. Gdzieniegdzie pokrywały ją łuski, zlewające się przy udach czy ramionach z normalnym ciałem, zakrywając dodatkowo jej narządy płciowe. Dotknęła dłońmi swojej szyi, gdyż zaczęła odczuwać tam nieprzyjemne uczucie towarzyszące otwartej ranie. Zdziwiona chropowatą powierzchnią i pofałdowaniami w pobliżu ucha, spojrzała w przypatrujące się jej tęczówki smoka. Były tak wielkie, że spokojnie mogła się w nich przejrzeć. I to co ujrzała, naprawdę ją zdziwiło: wyglądała zupełnie tak jak sobie wyobrażała, a jej szyję zdobiły ołowiane skrzela.
 - Gotowa?
 - Zależy na co.
  Skierował pysk ku górze i zaczął płynąć, aby wynurzyć się na powierzchnie. Nie zrobił tego jednak, lecz zawrócił i płynął ku jej osobie. Zanim cokolwiek zdążyła zrobić, wpłynął pod jej nogi, tak aby usiadła na jego kark. Chwyciła się go mocno i obserwowała co mijają w tak szybkim tempie. Płynął gdzieś, zapewne znając już to miejsce na pamięć.
  Podobało się jej. Mijali opustoszałe wraki statków, łódeczek, zniszczone budowle zamków, różne rośliny i rafy koralowe. Gdy przepływali przez ławice ryb, musiała trzymać głowę tuż przy jego ciele, aby nie dostać jakimś śledziem po twarzy (Wybaczcie, musiałam).
   Nagle Enenra zwolnił. Gdy panowała nad swoją równowagą, wychyliła się nieco za jego pysk i ujrzała ogromne zbiorowisko wszelakich morskich roślin i zwierząt. Wpływali tam powoli, a każdy ich ruch był obserwowany przez setki ślepi. Zanim dopłynęli do postawionej na wprost ich skały, zatrzymał się.
 - Zejdź. Teraz już musisz sama pokonać dalszą drogę.
 - Jasne, tylko czemu? Po co ja mam tam płynąć, Enenro?
 - Pamiętasz o przepowiedniach wyroczni? Tych, o których wam opowiadałem przy naszym pierwszym spotkaniu – tłumaczył jej, gdy znalazła się po prawej stronie jego pyska. – Powiedziałem wam wtedy, że o więcej wiadomości musicie zabiegać same. Nadejdzie taki czas, dzień i chwila, w której poznacie swoje zadania. To jest właśnie ten czas. Dla Ciebie.
  Utkwiła wzrok w skale, w której krył się tunel, do którego najpewniej miała wpłynąć. Obruszyła się, na samą myśl o małych żyjątkach, mogących wpełzać na jej ciało.
 - A co z Byakko?
  Zanim jej odpowiedział, uraczył ją chwilą ciszy.
 - Każda z was ma swój własny, określony czas na poznanie samych siebie i późniejszych celów. Byakko widocznie musi jeszcze trochę poczekać. Arthyen jej w tym pomoże.
 - Arthyen? – Zdziwiona, popatrzyła na niego.
 - Mój starszy brat. O nim też się dowiesz, poznasz go kiedyś. Nieważne. Idź już. – Ponaglił ją srogim spojrzeniem i zamachnął się ogonem, który tak nakierował siłę wody, że uniosła ją gwałtownie ku tunelowi.
 - Enenra!
   Patrzył na nią, jak próbuje złapać kontrolę nad równowagą. Gdy się uspokoiła, przypatrywała się w milczeniu wejściu do środka. Towarzyszył jej strach, ale również i ciekawość. Nie uciekała w popłochu jak sarna, raczej próbowała wszystkiego co nieznane, nie zważając często na konsekwencje. Po chwili wpłynęła do tunelu, zostawiając oddalonego Enenre z resztą morskich zwierząt.
 - Pamiętaj o spokoju... Eternitia w postaci wodnej, jest najgorszą i najbardziej wymagającą, spośród wszystkich czterech*.

    *    Odnośnie Eternitii – jak już wiecie z poprzednich rozdziałów, jest to jedna z najważniejszych (I raczej jedynych) wyroczni w Eiendo, zaraz obok Dallas. Jest kilka różnic pomiędzy nimi, które oczywiście będą wyjawiane i wyjaśnianie w kolejnych rozdziałach. Żeby wam jednak nie narobić mętliku na koniec, podam szybciej wyjaśnienie ostatnich słów Enenry:
Eternitia w czterech postaciach/żywiołach: jak już sama nazwa wskazuje, ta wyrocznia nie będzie miała tylko jednej postaci. Będzie miała takie samo rozumowanie o wszystkim, taką sama pamięć i wiedzę, z tym że będzie się dzieliła na cztery światy: świat wodny, świat ognia, świat powietrza i świat ziemi. W każdym z tych światów ukazuje się w inny sposób (Chodzi tutaj o wygląd, nie o zdolności), będąc tą samą osobę. Czyli, dla wyjaśnienia, w postaci wodnej, będzie miała kolor skóry niebieskawy, a w postaci powietrznej, będzie przeźroczysta. To oczywiście przykład, ponieważ wszystko będzie rozszerzane i dokładnie tłumaczone w rozdziałach. Eternitia panuje nad wszystkimi żywiołami i jest wszechwiedząca, osłuchuje naturę, dzięki której przepowiada przyszłość i inne rzeczy.

Wybaczcie za błędy, nie sprawdzałam tego dokładnie. Chciałam to jak najszybciej wkleić. Jestem bardzo zmęczona, dlatego mogą pojawić się lekkie niedociągnięcia. Dzięki za uwagę i cześć :3

sobota, 12 grudnia 2015

Eiendo II rozdział piąty

  Szedł wyznaczoną ścieżką, nad którą kłaniały się kolorowe wierzby. Spojrzał na nie w górę i na spadające liście. Cały urok ogrodu, w którym zazwyczaj przesiadywał Suzaku, zawdzięczali Arthyenowi; gdy jeszcze mieszkali tutaj razem, wraz z rodzicami. Jego najstarszy brat nie posiadał się z radości, gdy poznał nowe techniki odnośnie przyrody. To on miał przejąć ,,serce'' tej wyspy. Krótko po tym, gdy jego najmłodszy brat uznał, że w głównej siedzibie nie ma miejsca na ich trójkę, znaleźli sobie własne miejsca. Enenra nie mógł się przyzwyczaić na początku do nowej lokacji. Utracił na ponad trzy lata kontakt ze swoim najukochańszym bratem (I nie - nie mówimy tutaj o Suzaku), który później udało mu się odbudować. Zrobili to, gdy mieli zapewnioną siedzibę i poukładane życie. Nie wchodzili w drogę najmłodszemu. Gdy jednak zauważyli, że wyspa traci na swoich największych bogactwach, a Suzaku zaczyna siać zamęt i spustoszenie, parę razy organizowali pewnego rodzaju sabotaże.
  Rozluźnił kark i gdy usłyszał, jak kręgi zaczynają układać się we właściwe miejsce, wszedł na inną drogę, kierującą się do altany.
  Stanął z grymasem na twarzy i oparł się o drewniane bele. Patrzył na swojego brata z obrzydzeniem i żałością. Nie wierzył, że wydała ich na świat ta sama matka. Leżał na posłaniu z upolowanego niedźwiedzia w złotawo-purpurowych szatach, otoczony ze wszystkich stron panienkami. Panienki odznaczały się nad wyraz jasną i jedwabiście gładką skórą, długimi, falowanymi włosami oraz swą delikatnością wypisaną na nagich ciałach. Kładły mu głowy na jego ramionach, udach czy brzuchu. Głaskały go po włosach i plecach, od czasu do czasu karmiąc go winogronami z pobliskich zbiorów sezonowych owoców.
 - Enenro, nie chciałbyś się przyłączyć? - spytał, unosząc prowokacyjnie brew.
  Jedna z dziewuszek uniosła nogę i zakręciła nią w koło tak, że na samym końcu pozostała w jednoznacznej pozycji, zachichotawszy. Cofał swój osąd o ,,niewinności'' nimf. Spiorunował ją wzrokiem, a blondynka zasłoniła zaraz swoje łono, nabierając koloru soczystych malin na policzkach. Prychnął.
 - Nie marzę o tym, zazwyczaj dobieram sobie wartościowe towarzystwo. Bracie, powinniśmy porozmawiać o sprawach sprzed dwóch nocy.
  Suzaku uśmiechnął się szyderczo i upił łyk wina, nie przerywając koncentrowania na nim swojego spojrzenia.
 - A co się działo przed dwoma nocami, mój ukochany bracie? Widzisz, nie wiem jakie masz życie towarzyskie...moje na pewno jest bogate i pełne niespodzianek. - Westchnął, po czym ostentacyjnie złapał jedną z dziewczyn za dorodną pierś i mówił dalej. - Może byłbyś na tyle litościwy i przypomniałbyś mi co się wtedy działo?
 - Dobrze wiemy, że kłamiesz, ale dobrze więc; zagrajmy w Twoją grę. Arthyen musiał odbudowywać cały północny zakątek po Twoim bezpodstawnym najeździe na florę i faunę. Doszły mnie wieści, że również zaatakowałeś wioskę. Ogień było widać nawet pod wodą, Suzaku. Do czego Ty dążysz?
  Patrzyli na siebie w ciszy. Jeden czekał na odpowiedź, drugi nie miał zamiaru jej wypowiedzieć. Słowa czasami były zbędne, żeby zrozumieć zamiary kogoś, z kim było się powiązanym więzami krwi. Uważał to jednak za tragiczną pomyłkę losu, bo jeżeli miał mieć jakiekolwiek powiązania z tym człowiekiem...to mógł sobie równie dobrze odciąć kończyny. Niestety o podmianie nie było mowy, był przy porodzie tak samo jak jego najstarszy brat. Matka zmarła przy narodzinach Suzaku, który był wtedy niczemu niezagrażającym malcem.
  Zazwyczaj spoglądał na niego z obelgą wypisaną na twarzy; z obrzydzeniem, litością do jego głupot i nienawiścią. Zdarzały się jednak chwile, gdy obserwując jego szare, bez wyrazu oczy, przypominał sobie jego pierwsze lata spędzone w zamku razem z rodziną. Skakał po wszystkich możliwych szafach, odkrywał nieznane innym tunele i doprowadzał do wielkich akcji:,,Poszukiwanie najmłodszego spadkobiercy tronu''. Z tronem to też był nonsens, bo żadnego nie mieli. Chodziło tylko o tytuł i o władzę - sprawiedliwą władzę. Nie chciał uwierzyć, gdy jego piętnastoletni brat sprowadził samo piekło na ich rodzinę. Na ich dom. Przypominając sobie wszystkie chwile i tę ostatnią, darzył go spojrzeniem z prawdziwą tęsknotą, współczuciem. Wiedział, że w głębi serca kochał go jak swojego małego braciszka... wiedział też, że go nienawidził. Wpadał ze skrajności w skrajność, co zaczynało go już męczyć.
 - Bracie mój, cała wyspa należy do mnie, co zostało przypisane mi w momencie przejęcia...
 - Odebrania. - szybko skomentował.
 - ...tronu. - dokończył, piorunując go wzrokiem. - Pozwoliłem wam na autonomię waszych siedzib, pod jednym warunkiem: nie wsadzacie nosa w nieswoje sprawy.
 - Rozumiem. Wytłumacz mi tylko jedno: jak Arthyen ma pozwolić sobie na mały zakres panowania, skoro jego darem i przynależnością jest opieka nad florą. Odnosi to się do całej wyspy. Wody otaczające Eiendo oraz będące wewnątrz, podlegają pode mnie. Jak Ty sobie wyobrażasz wykorzystywanie swoich darów na terenie czterech tysięcy stóp?
  - Zasięg Twoich działań można określić na 50 stóp bracie, dlatego myślę, że taka powierzchnia byłaby wprost idealna dla Twojej osoby. - Enenra powstrzymywał się przed jakimkolwiek skomentowaniem słów z ust dzieciaka. - Nie bój się, nie odbiorę Ci tego Twojego terenu. Kocham Cię, bracie.
 - Moje terytorium zostanie moim terytorium. Zastanów się nad swoim postępowaniem, bo niedługo możesz utracić ten swój ,,tron''.
 Młody zmrużył oczy, ściągając przy tym brwi ku dołowi.
 - Jak niby?
  Enenra kierując się w stronę wyjścia, odwrócił głowę do tyłu, uśmiechając się zadziornie.
 - Za łatwo dajesz się sprowokować, mój bracie.
  Wracał powoli. Gdy znalazł przy bramie do ogrodu, ukląkł i włożył rękę do oczka wodnego. Było brudne, zanieczyszczone odpadami, a woda była zmętniała. Nikt o to nie dbał. Ciała nieżywych ryb pływały po powierzchni. Siedział z ręką w wodzie tak długo, aż nie zrobiła się przejrzysta. Stała się tak czysta, że dane mu było zobaczyć kijanki, które jakimś cudem przetrwały. Usunął gnijące już ryby i wyszedł. Zaczęło mu się robić niedobrze, co niestety nie objawiało się przez smród zdechłych zwierząt. Minusem ratowania takich oto zanieczyszczonych, chorujących wód było to, że wszystko przenosiło się do jego wnętrza organizmu. Później chorował przez określony czas, wyrzucając z siebie pochłonięte odpady i gorączkując. Zły dar czy dobry dar, ale pomagał naturze. To się liczyło. Nie potrafił jeszcze przywrócić do życia wodnych zwierząt, co prawie udawało się jego starszemu bratu.
  Popatrzył zamyślony w stronę zamku i skierował myśli do dwóch, przeznaczonych tej wiosce dziewczyn.


  Zaczęła głęboko oddychać, gdy zamknęły się za nimi drzwi.
 - Aber, abeeer * - rzekła do siostry, gdy nie potrafiła sobie poradzić z nerwami.
 - Heeej... - Niebieskooka spojrzała na nią zdziwiona, po czym zaśmiała się. - Kiedy sobie przypomniałaś?
 - W drodze. Nagle do głowy powróciły mi obrazy, jak wymyślałyśmy własny słownik.
  Uśmiechnęły się do siebie i zaczęły lustrować pokój, w jakim się znalazły. Na samym środku pokoju usytuowane było legowisko, na które spadał przeźroczysty baldachim, umocowany na samej górze wysokiego sufitu. To, co głównie przyciągało uwagę, to nadzwyczajna ilość poduszek i ich barwy; złote, purpurowe oraz elementy egipskiego turkusu.  Liczne skóry zwierząt ozdabiały zimne ściany, wykonane z piaskowca. Zamiast jednej ze ścian zrobiony był ogromny balkon z widokiem na całe królestwo. Po bokach wejścia na balkon były przymocowane długie, ręcznie wyszywane tkaniny. Pokój był niewielkich rozmiarów, chociaż odznaczał się swoją wysokością.
 - To jest na pewno jego pokój...
 - A raczej sypialnia - dodała Hitomi, podchodząc do baldachimu.
  Byakko bezceremonialnie zaczęła dotykać wszystkiego co ją interesowało; liczne książki na półkach, skóry zwierząt z przewagą skór niedźwiedzich, oraz liczne tkaniny. Gdy wyszła na balkon, oniemiała.
 - Hitomi...
 - Co?
 - Chodź tutaj.
  Podeszła do niej siostra i utkwiła wzrok w bogactwach wyspy Eiendo. Z wysokich, przykrytych lekko śniegiem i ukrytych za mgłą gór wypływał wodospad. Dół tworzyły szeregi różnogatunkowych drzew, które przypominały tkany dywan. Magii dodawał dźwięk pohukujących sów, płynących po niebie z wielkim majestatem.
 - Jednej rzeczy mogłabym mu zazdrościć - westchnęła blondynka, po czym oparła się o mur zamku. - Tego widoku.
 - No tak... z tym, że on chce to wszystko zniszczyć. Pewnie nawet nie zwraca uwagi na to co go otacza.
  Spojrzała na nią, unosząc brwi.
 - To po co niby miałby posiadać tak pokaźnych wymiarów balkon?
 - Do strategicznych celów - skwitowała to szybko i popatrzyła na nią. - Dla niego to mapa, Byakko. On tego nie podziwia, on bawi się w wycinankę. To przeniesie tam, to usunie, tam wybuduje swoje drugie czy kolejne lokum.
  Byakko spuściła wzrok. Wiedziała, że siostra ma racje. Suzaku był złym człowiekiem, który jak na nieszczęście, posiadał władzę w swoich rękach. Czemu on? Była pewna, że Enenra sprawowałby się lepiej jako władca.
 - Czemu miałyśmy tutaj przybyć?
 - Po to, żeby zemścić się na Suzaku. - Popatrzyła na nią z iskrami gniewu w oczach. - Przecież obiecałyśmy sobie, nie pamiętasz?
 - Wiem to, siostro, ale chodzi mi bardziej o słowa Enenry... Z tego co mówił, nie wynikało, że szybko go zabijemy i wrócimy do domu.
 - Otóż to.
  Zdziwiona niebieskooka zmarszczyła brwi. Znowu nie rozumiała toku myślenia swojej towarzyszki. W momencie kiedy miała się jej zapytać, jaki jest jest plan, szczęknęły drzwi.
 - To on. - Otworzyła szerzej oczy, czując jak ściska ją żołądek. Nieco się bała.
 - To on. - odpowiedziała jej, chociaż nie zadawała jej pytania. Zacisnęła dłonie w pięści, próbując się powstrzymać przed bezpośrednim atakiem.
  Przemierzył całą szerokość pokoju, stając przed miską z wodą. Nachylił się i ochlapał swoją twarz, po czym położył swoje dłonie na oczach i zatrzymał się przez chwilę w takiej pozycji. Jego uszy nienaturalnie się poruszyły, gdy wychwycił dziwny szmer na zewnątrz pokoju.
  Opuścił ręce i skierował spojrzenie na balkon. Wciągnął powietrze i głęboko westchnął, mrużąc przy tym oczy. Jak nie miał rozpoznać zapachu, który od samego początku palił jego nozdrza, doprowadzając go do szału.
 - Wychodźcie.
  Stanął, z założonymi rękoma na klatce piersiowej i oczekiwał, aż intruzi wyjdą. Doczekał się.
  Pierwsza wyszła Hitomi, z pałającym ogniem zemsty w oczach. Ciągnęła za rękę swoją siostrę, która wydawała się nie być do końca przekonana o swojej pozycji. Skupił swoją uwagę na przewodniczącej ich ,,grupy'', po czym obdarzył ją szyderczym uśmieszkiem.
 - Przyszłaś tutaj poświęcić się w imię ojca?
 - Przyszłam tutaj, aby się odegrać i pomścić ojca. Nie: ,,poświęcić się w jego imię'' - wycedziła, jakoby zamiast słów rzucała w niego jadem.
  Zaśmiał się. Nalał sobie trunku z kryształowej karafki do kieliszka, ruszając wraz z nim na swoje legowisko. Usiadł wygodnie i upił łyk alkoholu, zwracając się w stronę nowo przybyłych.
 - Podziwiam was za jedno.
  Zamiast odpowiedzi otrzymał ciszę, chociaż taka forma ,,wypowiedzi'' była ponad wszelkie opcje.
 - Jakimś cudem tutaj się dostałyście i... nie macie żadnych ran. - Napił się znowu. - Pomógł wam Enenra, co?
  Byakko otworzyła szerzej oczy, zdradzając, iż ma rację. Uśmiechnął się, manewrując przy tym swoim nadgarstkiem tak, aby wprawić dłoń wraz z kieliszkiem w ruch.
 - Cóż... zabawne. Moi bracia robią coś takiego, widocznie nadal wierzą w bzdury tych przepowiedni. - Zaśmiał się sam do siebie, obserwując brunatną ciecz. Zanurzył w niej usta i skierował wzrok na ich sylwetki.
  Bardzo się od siebie różniły. Nie tylko wyglądem, ale charakterem i temperamentem. Osobą, która go najbardziej ciekawiła i ustawiała jego myśli na jeden tor, była Hitomi. Wydawała się, nie - była, osobą niezależną i wolną od jakichkolwiek działań oraz ludzi. Dlatego go to denerwowało, co się wiązało z zainteresowaniem.
 - Dobra, lubię się bawić, dlatego mam pomysł. Pójdziemy na kompromis. - Hitomi zacisnęła mocniej paznokcie na dłoni Byakko.
 - Jaki?
 - Ciekawa? - Zaśmiał się. Podszedł do ich dwójki i skrzyżował z brązowooką spojrzenia. - Nie będziesz próbowała mnie od razu zabić. Żebym miał choć odrobinę satysfakcji, to trochę Cię...Was, podszkolimy. Dostaniecie swoje własne pokoje i miano moich ,,kochanek''....
 - Że co?! - Przerwały mu obie, szykując się już do ataku. Nie rozwściecza się kobiet.
 - Słuchajcie... Spróbujemy sobie pożyć razem, może się nawet polubimy. - Podniósł wolną rękę i dotknął palcem podbródka Hitomi, przejeżdżając po nim. Warknęła, uderzając jego dłoń. - Może. Wy też się czegoś nauczycie. Posmakujecie egzystowania z drugiej strony mostu. To jak?
  Patrzyły na niego wściekłe. Ich uchwyt dłoni nie malał w sile, wręcz przeciwnie. Minęło parę sekund, a gdy do ich myśli zaczęły dochodzić inne spostrzeżenia, obróciły twarze w swoim kierunku i długo tak podtrzymywały spojrzenia. Nie musiały mówić, żeby się porozumieć.
  To było to, co miały zrobić. To była ich droga, którą miały się kierować.
 - Dobrze.

*

Dwa tygodnie później,
las Quility, dwanaście tysięcy stóp od królestwa Suzaku

  Biegła, próbując podtrzymać swoją kondycje. Trenowała tak od kilku dni i jak na razie, nie widziała żadnych efektów. Przeklęła i zatrzymała się koło drzewa, opierając się o nie. Była najszybsza w biegach krótkodystansowych, ale dłuższa trasa... miała problemy z sercem. Gdyby trafiłaby się jej sytuacja, w której musiałaby uciekać, zapewne przegrałaby; chociaż, pozostawała jeszcze adrenalina, której w takich sytuacjach miała aż za nad to.
 - Cholera...
  Próbowała unormować oddech, przechodząc między drzewami. Dotarła do znajomego jej jeziora, kiedy po raz pierwszy ujrzała Enenre. W sumie to było ich pierwsze i jak dotychczas ostatnie  spotkanie. ,,Zupełnie'' nie miała nadziei, że jeżeli tu przyjdzie to go zobaczy...
  Rozebrała się do naga i wskoczyła z rozbiegu do wody. Gdy wynużyła się z niej po kilku sekundach, głęboko odetchnęła. Brakowało jej tego; lekkości, wolności i atmosfery, która całkowicie do niej pasowała. Czuła, że tworzyła z wodą jedność.
  Pływając i nurkując, zastanawiała się nad tym co powinna poprawić. Czuła, że coś się szykuje, tylko nie wiedziała do końca co.
  W pewnym momencie usłyszała szmer. Obróciła się szybko.
 - Enenra? - Miała dziwne przeświadczenie, że to on.
  W pierwszym momencie ujrzała dziwne, śnieżnobiałe światło. Zmrużyła oczy, które zaraz potem przyzwyczaiły się do blasku i zaczęły wychwytywać kształt...rumaka. Kierował swój wzrok na nią, wprawiając jej wnętrze w istną orkiestrę. Obserwowała jak zaczarowana jego poczynania; zaczął w wchodzić do wody i powoli kierować się ku jej osobie.
 - Enenra? - powtórzyła, myśląc, iż przemienił się w całkowitą postać konia.
  Zwierzę prychnęło i stanęło przed nią. Powoli, zaczęło zniżać pysk tak, aby mogła do dotknąć. Zafascynowana zjawiskiem, dotknęła jego czoła i srebrnej grzywy. Zaczęła do dotykać, przejeżdżać palcami po jedwabistej sierści. W pewnym momencie obruszył się i obszedł ją, stając za nią tyłem. Odwróciła się i spojrzała na jego tułów, który starał się wyeksponować.
 - Mam na Ciebie wsiąść?
  Nie odezwał się, powoli oddychał i utrzymywał z nią kontakt wzrokowy.
  Podeszła do niego bliżej i wskoczyła na jego grzbiet. Czuła się nieco skrępowana, lecz po krótkim czasie się przyzwyczaiła. Zwierzę obeszło jezioro wokół, a gdy Hitomi poczuła się całkowicie pewnie, podążyło ku skałom skąd brała się woda. Zaczęło przyspieszać.
 - Hej...Hej! - krzyknęła, widząc co zaraz mogło się stać. Chciała go zatrzymać, zrobić cokolwiek. - Stój!
  Nie podziałało. Miała zamiar zeskoczyć, lecz w tej chwili zaczęła tracić czucie w kończynach. Im bliżej byli skał, tym szybciej kontrola nad jej własnym ciałem malała.
  W momencie kiedy mieli uderzyć w skałę, straciła przytomność.
 
*Aber - Spokojnie

____

To na tyle piątego rozdziału. Nie dodawałam nic z różnych powodów...tak, z lenistwa też. Powoli zaczynam stwarzać sobie pole do rozwinięcia akcji, dlatego myślę, że rozdziały będą dodawane szybciej. Dzięki i tak dalej xD Cześć *U*

niedziela, 15 listopada 2015

Rzeczywistość |2|

      - Nie wiem czy sobie czymkolwiek na to zasłużyłaś. - Prychnął, wiercąc się i jednocześnie szukając wygodnej pozycji.
- Jestem z tobą już rok w związku. Nie jedna osoba by Cię udusiła, a ja wciąż Cię kocham jak szalona.- Aż się sama do siebie uśmiechnęłam. To była prawda. Normalna osoba nie wytrzymałaby z tym człowiekiem nawet dnia. Ja jestem z nim już rok.- To ogromny wyczyn i oczekuję nagrody.
- Może jak wytrzymasz jeszcze rok. - Ton jego głosu wciąż był zimny co oznaczało pewnie, że nie ma ochoty się droczyć.
- W porządku. Dobranoc.- Odpuściłam bo wiedziałam, że do niczego mnie dalsza rozmowa nie zaprowadzi.

Leżałam i czułam że Hiro nie śpi. Pewnie myślał nad jutrem. Ten człowiek kochał żyć następnym dniem. Ja nie spałam, bo wciąż bolała mnie ręka i brzuch. Czemu ona nie weźmie jakiejś tabletki? Pewnie tak sobie pomyślicie. Jednak na nas nie działają tabletki i zioła, tu jest problem.
Słynę ogólnie z pewnego rodzaju ADHD, które nie pozwala mi za długo siedzieć w jednym miejscu, jeśli nic się nie dzieje. Tak więc po kolejnych pięciu minutach odpuściłam i wstałam. Mimo wszystko starałam się być cicho. Czułam że się gapi na to co robię. Ja natomiast ewidentnie miałam go w dupie. Wzięłam z fotela jego szatę, gdyż nic innego pod ręką nie miałam, a w pozostałych częściach pałacu nie było tak ciepło. Pierwszym celem była oczywiście lodówka. Tak! Takie stwory jak my też miały kuchnię i lodówkę. Wcale nie piłam krwi i nie byłam żadnym wampirem. Wampiry w naszym świecie to były zwykłe pasożyty i nie pytajcie dlaczego. Po prostu już tak było, jak się tu pojawiłam. Otwarłam jakże magiczne wrota i wyjęłam ze środka sok pomidorowy. Taka zwykła rzecz, a cieszy. Zamknęłam lodówkę i usiadłam na blacie. Oczywiście już chwile wcześniej zorientowałam się że Hiro lezie za mną. Tak więc po sekundzie stał naprzeciw mnie.
- Co jest? - Czy mi się zdawało czy słyszałam troskę w jego głosie.
- Nic, wciąż mnie boli. No i mam głupie myśli. Nie umiem przez nie spać. - Uśmiechnęłam się do niego przepraszająco.
- Jakie? - Zadając to pytanie, oparł się o blat po drugiej stronie. Oczekiwał zapewne jakiejś długiej opowieści lub czegoś w tym rodzaju.
- Jak to jest... że Ty mnie jeszcze nie zabiłeś?
- Słucham? - W pierwszej chwili obdarzył mnie spojrzeniem mówiącym dobitnie „kobieto, weź ty się lecz!”
- Tyle razy rzucasz we mnie rzeczami i mną, podczas kłótni. Masz wtedy tyle nienawiści w oczach że gdybyś chciał zabiłbyś mnie jednym spojrzeniem. Dlaczego wziąłeś mnie za swoją, skoro tak naprawdę chyba zawsze moja osoba Cię drażniła? Dlaczego mówisz mi że mnie kochasz, skoro nigdy nie chcesz mi tego pokazać. Zawsze Cię nie ma. Wiem. Masz swoje sprawy. Władca i tak dalej... ale ja wciąż żyje. Jestem Ci potrzebna w jakimś innym celu prawda? Przyznaj się, że musisz mnie mieć blisko z innego powodu. - To co mówiłam było szczerą prawdą. Kochaliśmy się tylko raz. Zaraz po tym kiedy „wyszłam za niego”. Nigdy mnie jednak nie pocałował... wiecie, tak porządnie. Nigdy. Wiedziałam zawsze, że tak naprawdę mnie nie kocha... ale tkwię przy nim jak ta debilka, bo ja mimo wszystko się w nim zakochałam.
- Marudzisz i wymyślasz jak zawszę... wiesz przecież że...
- Dość. Dziś. Dziś chcę to wiedzieć! Nie kiedy indziej. Po co Ci jestem potrzebna?!
- Zbudzisz wszystkich.
- W dupie mam służbę. Po co?
- Nie mogę Ci powiedzieć.
- Czyli jednak... wiedziałam. Od zawsze... ale wiesz co? Ja Ci teraz coś powiem. Wynoszę się stąd czy Ci się to podoba czy nie! - Miałam wstać, spakować się i wyjść... ale to nie jest jakaś tam telenowela moi drodzy. Zrobiłam coś czego nigdy nie próbowałam i nie wiedziałam jak Hiro zareaguje. On ostatecznie, podczas kłótni, przy której cała kuchnia poszła w pizdu, zamknął mnie w piwnicy i kazał zmądrzeć.

Ja siedziałam tu już trzeci dzień i wyłam. Nie dlatego, że ciemno, że szczury, że byłam w piwnicy. Dlatego, iż potraktował mnie w taki okrutny sposób. To był dowód że tak naprawdę chyba nic do mnie nie czuł przez ten rok. Złamał mi serce, no a ja jestem dziewczyną. Mam uczucia więc wyłam.

Czwartego dnia miałam już naprawdę dość. Smutek zastąpiła wściekłość. Wkurwiona jak jeszcze nigdy, gdy tylko drzwi otwarły się po raz kolejny, by kucharka mogła wnieść mi jedzenie, rzuciłam się na nią. Kiedy kobieta otrzepała się, mnie już nie było. Wiedziałam że Hiro o tej porze nie ma więc korzystając, że kobieta jeszcze nie dała mu znać, pobiegłam do sypialni i to co zastałam sprawiło że serce mi dosłownie stanęło. Na łóżku leżała jakaś inna kobieta. Spała sobie w naszym łożu. Cztery dni! Tylko cztery dni! Nie budząc jej, wzięłam swoje rzeczy. Już miałam wyjść. Naprawdę. Jednak targała mną tak ogromna chęć zemsty że nie potrafiłam się powstrzymać. Stanęłam obok łóżka i zdając sobie sprawę, że tym co zrobię wydam na siebie wyrok śmierci, wzięłam nóż i wbiłam go w jej plecy. Wiedziałam doskonale kim jest ta kobieta. Jedna z wysoko postawionych dam z gatunku, który był jakże łatwy w zabiciu. Wystarczyło złamać odpowiedni kręg w kręgosłupie i wyjąć spod niego coś podobnego do serca. Kobieta zdążyła się jedynie rzucić na łóżku. Z ręką ubrudzoną we krwi, wyszłam z pałacu. Nie przeszło mi. Wciąż byłam zła. Jeszcze nigdy w życiu nie czułam się tak źle. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Teraz nie byłam chroniona. Uciekłam od Hiro o czym wiedziały już pewnie wszystkie stworzenia, zabiłam wysoko postawioną osobę, czym wydałam na siebie wyrok śmierci. Jedyną moją szansą była ucieczka w najgłębsze zakamarki lasu. Niepotrzebnie uciekałam tak daleko w przyszłość, gdyż gdy tylko zbliżyłam się do bram, Hiro na mnie czekał. Był teraz moim wrogiem.
- Zabiłaś ją. - W oczach miał totalną obojętność, co totalnie mnie nie zaskoczyło.
- Zabije tysiąc innych, jeśli dotkną czegoś mojego.
- Mimo tego co ci zrobiłem, ty wciąż tak ślepo mnie kochasz?
- Hahaha kurwa... litości. - Nie wiem skąd brałam odwagę, ale zbliżyłam się do niego tak, że teraz napierałam na jego klatkę piersiową. - Mówiłam o łóżku. Sama je wybierałam dla siebie. Ty nie byłbyś tego wart.
- Naprawdę... czy nigdy nie będziesz posłuszna? - Pokiwał głową jakby w załamaniu i roześmiał się a ja wściekła pchnęłam go na jakiś metr.
- Nie.
- Villemo. - Nigdy nie mówił do mnie po imieniu. Byłam więc nieco zmieszana - Zostań ze mną.
- Po co? - W tamtej chwili chyba oboje pałaliśmy do siebie pewnego rodzaju nienawiścią.
- Zabiłaś kogoś kto był ważny dla naszego świata. Wydając na siebie wyrok śmierci, uciekasz w las gdzie każda napotkana osoba tylko czeka żeby Cię zabić. Ja zatuszuję wszystko i będzie tak jak kiedyś.
- Z jedną różnicą. Moje łóżko trzeba będzie wymienić, a ty będziesz musiał znaleźć sobie inną komnatę, bo inaczej rozszarpię Twoje ciało na strzępy. - Nie miałam innego wyboru. Nic mi chyba na razie nie szkodziło z jego strony.
- W porządku. Niech tak będzie. Nie będziesz jednak mordować mojej każdej napotkanej w pałacu kochanki?
- Jak nie wlezie mi do łóżka to nie.
- Umowa stoi.
- Jakieś zasady? - Spytałam kpiąco.
- Jedna. Nie dotykaj mnie i nie zbliżaj się do mnie. Jak przyjdzie pora, to Ci powiem czym jesteś.
- Tak, jasne. Nie mam zamiaru nawet na Ciebie patrzeć.


Słowa dotrzymałam. Minął miesiąc a my żyliśmy obok siebie, jakbyśmy się totalnie nie znali. Hiro co jakiś czas sprowadzał do domu kochanki. Nie byłam osobą, która się oszukiwała i miałam świadomość że jestem o niego zazdrosna. Tu już nawet nie chodziło o łóżko. Mimo wszystko Hiro kiedyś był mi bliski. Pewnego dnia, wreszcie się do mnie odezwał. Kiedy wychodziłam z sypialni, spojrzał na mnie i powiedział:
- Wszystkiego najlepszego kochanie. - To jedno słowo... było tak przesycone jadem, że zaczęłam się zastanawiać po co było to wszystko.
- Słucham?
- No cóż. Masz dziś swoje urodziny. Zrobię więc wyjątek. - Po chwili podszedł dość blisko i objął mnie. No do cholery jasnej! Co on sobie myślał?! Nie zastanawiając się długo, z całej siły kopnęłam go w krocze. Nawet w tym świecie faceci mieli to miejsce bardzo czułe, dlatego w ciągu sekundy upadł na ziemię.
W tamtej chwili poczułam że mam dość. Jeśli wyjdę i mnie zabiją, to trudno. Nie zamierzałam dłużej z nim żyć. Kucnęłam obok swojego byłego mężczyzny i wysyczałam mu do ucha.
- Nigdy w życiu nie będziesz miał nade mną władzy. Nie wiem jaki miałeś cel we wszystkim co robiłeś kiedyś i już mnie to właściwie nie obchodzi. Wynoszę się z twojego zamku, jak najdalej od twoich rządów. Mogę zginąć? Cóż, trudno. Jakoś dam radę, a Ty... spróbuj na mnie kogoś nasłać to wrócę tu pewnego dnia, silniejsza od ciebie i powieszę Twojego chuja nad kominkiem. - Wyszłam.
Minęły trzy dni, a ja po prostu włóczyłam się po miastach, wsiach, lasach. Ludzie już mi się nie kłaniali, co pewnie było spowodowane tym, że odeszłam od wielkiego pana Hiro. Dwa razy próbowali mnie okraść, mimo że nic nie miałam. Wyobrażacie to sobie? Dwa razy. Szłam właśnie kolejną ścieżką w lesie, kiedy w oczy rzucił mi się mały domek. Nie wyglądał jak od Baby Jagi. Normalny domek. Taki jakie budują ludzie. Zawahałam się przez chwile wyczuwając, kto czeka na mnie w środku. Wiedźma. Nie było wątpliwości. Dookoła domu czułam zapach czarnych jeżyn. Tylko wiedźmy mają obsesje na ich punkcie i sadzą je dookoła domu. Odstraszają w taki sposób swoich zmyślonych wrogów. Ponoć jakieś stworzenia podobne do tygrysów, ale ja jeszcze nigdy czegoś takiego nie widziałam. Zapukałam do drzwi. Już po chwili otwarła mi dość kuso ubrana, seksowna kobieta.
- Witaj złociutka. Ah... ty jesteś Villemo.
- Ta, ta... ta od Hiro.
- Jakiego Hiro? - Spytała kobieta, kompletnie zdziwiona. No tu to mnie baba zagięła. Jeśli nie znała mnie dzięki Hiro to skąd?
- Hiro to mój mąż... znaczy...on jest dość wpływową w naszym świecie osobą.
- Ah... ten Hiro. Nie złociutka, nawet nie wiedziałam że masz z nim coś wspólnego, więc nie myśl że znam Cię dzięki niemu. No ale, nie rozmawiajmy już przez próg. Proszę, wejdź do środka. - Uśmiechnęła się dość sympatycznie jak na wiedźmę. Weszłam więc, a moim oczom ukazał się ogromny salon. Dość nowoczesny. Był telewizor, stereo.
- Jesteś wiedźmą prawda?
- Oh, bez przesady. Mów mi Lidia. Wiem o co chcesz spytać. Zapewne zastanawiasz się gdzie kocioł i czarny kot. Niestety muszę Cię rozczarować. Czarownice wyglądają i żyją normalnie. Mam kota, ale jest rudy. W sumie to nie jest mój tylko mojej córki. W tej chwili biega gdzieś po lesie. Zapewne szuka Riv.
- Riv?
- Oh wiesz. To te pseudo tygrysy przed którymi my, wiedźmy tak się chronimy. Powiem Ci jednak, że dla mnie to tylko legenda a sadzenie jeżyn traktuje jak tradycje. Wątpię jednak żeby gdzieś w naszym świecie żyły jeszcze te zwierzęta. Jednak Tula wciąż nie traci nadziei. Przeczytała pełno książek o nich i uparła się że je znajdzie.
- Gdy byłam młodsza też taka byłam. - Uśmiechnęłam się do niej pochlebiająco.
- Jest w twoim wieku - sprostowała.
Cóż... byłam w szoku. Tyle lat, a wciąż żyje marzeniami.
- Czy ona odziedziczyła Pani zdolności przewidywania? - Wolałam się upewnić czy mam przy tej dziewczynie uważać na zawartość swojej głowy.
- Ah... Droga Villemo. Tula odziedziczyła zdolności po ojcu. On już nie żyje, ale wierz mi że był wielkim magiem. Na razie rozwija umiejętność panowania nad podstawowymi żywiołami. Wodą, ogniem, ziemią i powietrzem. Trochę się martwię bo coraz więcej w niej wody, a nie chcę żeby skończyła jako spokojny strumyczek. Ale ty.... nareszcie się pojawiłaś. Teraz wszystko się zmieni.
- Ja? Czemu? Co mam zmieniać? - Kobieta ewidentnie potrafiła mnie zaskoczyć.
- Jesteś jej przeznaczona. To się czuje. Może dzięki Tobie ona wreszcie wywoła w sobie ogień, a Ty, dzięki niej, może wreszcie staniesz się całkowitą reprezentantką swojej rasy, która wyginęła już dawno temu.
- Jaka to była rasa?
- Kochanie. Nie mogę powiedzieć Ci dużo, bo musisz sama siebie poznać, ale jesteś silniejsza niż Ci się wydaje. Gdy osiągniesz pełną dojrzałość rasową, ten cały Hiro spadnie z piedestału. - Wiedziałam że nie wypada ale kiedy wspomniała o Hiro, w duchu się uśmiechnęłam że już niedługo, będę w stanie go zniszczyć. W głębi duszy zastanawiało mnie jednak to, że nie zabił mnie znając prawdę. Wręcz przeciwnie, trzymał mnie blisko... tylko po co?
- Coś jeszcze powinnam wiedzieć? - Naprawdę ciekawiło mnie to co Lidia mówiła. Nawet jeśli tylko robiła sobie ze mnie żarty.
- W twojej rodzinie było wiele podziałów. Głównymi podziałami byli łowcy, którzy świetnie polowali, lotnicy, którzy dosiadali smoków i...
- Smoki nie istnieją. - Mimo że żyłam tu już parę lat to wciąż pozostały we mnie pozostałości człowieczeństwa, a smoki jakoś za bardzo kłóciły się z tym w co wierzyłam. Fakt że często o nich marzyłam, ale to tak jak każde dziecko.
- I najważniejsi - kontynuowała – Władcy. Walczyli umysłem. Telepatia i takie tam. Cóż. W każdym razie władzę sprawowali najsilniejsi i najbardziej wpływowi przedstawiciele podziałów. W dniu sądu, nie chcąc żeby ich rasa wyginęła na zawsze, zwrócili się z pomocą do wiedźmy. Naszej bogini. Była najwspanialszą wiedźmą w historii czarownic. Dlatego wiele z nas uważa ją za boginie. Wracając. - Słuchałam tej kobiety, nie będąc w stanie jej przerwać, a każde słowo chłonęłam jak gąbka. - Wiedźma obiecała im że kobieta, której uda się ujść z życiem urodzi dziecko. Dziewczynkę, przy której porodzie umrze, składając jednocześnie siebie w ofierze. Dziewczynka ta będzie połączeniem każdej grupy ich rasy. Łowców, lotników i władców. Jednak żeby nie było za pięknie będzie ona uzależniona od jednej osoby i ta jedna, jedyna osoba będzie miała nad nią władzę. Jak myślisz, kto? - Uśmiechnęła się do mnie ze łzami w oczach, a ja zrozumiałam.
- Tula. Pani córka.
- Dokładnie. Kiedy się dowiedziałam byłam wniebowzięta, bo wiem że razem możecie zmienić wszystko na lepsze. Możecie połączyć światy, żeby nikt nie musiał już cierpieć tak jak Ty. Żeby portal runął.
- Pani córka... - Jakoś wciąż to do mnie nie docierało. W głowie zaczęły się pojawiać pytania. Co jeśli się nie polubimy? Jeśli... nie dokończyłam myśli bo oczywiście Lidia wszystko usłyszała
- Osoby będące dla siebie przeznaczeniem są połączone zwykle taką więzią, że wątpię by którakolwiek z was stanęła przeciw drugiej.
- Ah... Mam pytanie. Dlaczego Hiro nie chciał mi o tym powiedzieć, no i jak nazywa się moja rasa?
- Ahhh... Hiro. Haha. Jego przodkowie od zawsze pragnęli pozbyć twoją rasę władzy. Po śmierci wszystkich twoich przodków, udało się im. Teraz głównym władcą jest Hiro. Niewiedza opóźnia rozwój twoich zdolności. Zapewne chciał żeby to się nigdy w Tobie nie obudziło. Co do rasy. Wydaje mi się że już za dużo Ci powiedziałam. Sama w swoim czasie odkryjesz ich nazwę. Wiedz jednak że jesteś cholernym przeznaczeniem i tak jak na filmach, wszystko zależy od Ciebie. Licz się też z tym, że z czasem gdy wszystko zacznie się uwalniać i będziesz potrafiła coraz więcej, pojawiać się będzie coraz więcej przeciwników, o których Ci się nawet nie śniło. Hiro, to będzie wtedy najmilsze co Cię spotka. Dlatego warto wierzyć. - Nie zdążyłam się zastanowić nad wszystkim, w momencie w którym drzwi trzasnęły, a ja ujrzałam przed sobą dziewczynę. Możecie mi nie wierzyć ale poczułam się tak jakby głębia, którą kryły w sobie jej oczy, była cząstką mnie. Wydawało mi się że się polubimy do momentu, w którym się nie ukłoniła.
- Hej. Jestem Tula. Bardzo miło mi Cię poznać. - Powiedziała to tak spokojnym głosem że aż coś we mnie zawrzało.

~
No i pojawił się kolejny rozdział Rzeczywistości. Wszystko co jest tutaj opisane to mój wymysł. Na pewno informacje na temat czarownic jakie będą tu zawarte nie będą pokrywały sie z tym co jest przyjęte w rzeczywistości. Podobnie będzie z innymi stworzeniami, no ale co się dziwić... w końcu to opowiadanie fantasy. Mam nadzieję że miło się czytało! ;)
~` Hitomi

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Eiendo II rozdział czwarty

    Zagłębie Księżyca,
    Około dwudziestu tysięcy stóp od Królestwa.

  Obserwowała dokładnie ruchy i budowę ciała centaura. Co chwilę tylko mrużąc oczyma, gdy odkrywała kolejne zadziwiające jego części; kołyszący się srebrzysty ogon, wydające dziwny dźwięk kopyta, oraz śnieżnobiały tułów. Od głowy do pasa nie było w nim nic nadzwyczajnego, oprócz tego że wyglądał jak albinos. Miał szlacheckie rysy twarzy, ostro zakończony podbródek i gęste, białe brwi. Włosy przypominające swoją barwą pierwszy śnieg, wydawały się jakoby błyszczeć podczas blasku księżyca, który dochodził do nich między koronami drzew.
  Jego magiczna ,,niezwykłość'' zaczynała się dopiero od pasa w dół, gdzie oczy kuła lśniąca,platynowa sierść. Dolna część jego ciała przypominała kształtem konia. Spuściła w końcu wzrok. Nie potrafiła zrozumieć do końca całej sytuacji w jakiej się znalazły. Hitomi spojrzała na swoją siostrę, która szła po jej lewej stronie. Również utkwiła wzrok w ich nowym towarzyszu, ale równie dobrze można by powiedzieć, że patrzył na niego ktoś ślepy; miała tak nieobecny wzrok, że błękit jej oczu zaczął powoli blednąć. Po chwili machnęła głową i przyspieszyła kroku. Hitomi uczyniła to samo.
 - Panie, mogę mieć pytanie do was?
   Uniósł zdziwiony brew, po czym skinął głową.
 - Proszę, nie zwracaj się do mnie, tak jakbym był królem. Mów do mnie jak do brata, po imieniu. - dodał, lustrując jej tęczówki.
 - Tak nauczył nas tato...Kultura to jedno z najbardziej podstawowych i najważniejszych rzeczy. To wiąże się z szacunkiem oraz... - przerwała, gdy napotkała jego przeszywający wzrok. Przełknęła powietrze. - Dobrze, a więc Enenro, proszę wytłumacz mi jak to możliwe, że jesteś bratem Suzaku?
 - I dlaczego zostałeś po nas wezwany? - dodała szybko Hitomi, która pojawiła się po jego drugiej stronie.
  Zanim odpowiedział, zwrócił szczególną uwagę na jedną z sióstr, która odezwała się ostatnia. Nieposkromione uczucie ciekawości kazało mu dowiedzieć się o niej jak najwięcej. Czyste przeczucie nakazywało o nią dbać i całkowicie się jej powierzyć. Rozum kazał wracać do jego siedziby, nie mieszać się w sprawy Suzaku. Serce trzymało go blisko ich starego domu, oraz...nowej znajomej. Hitomi.
 - To jest bardzo długa historia i to nie ode mnie powinnyście jej wysłuchać.
  Spojrzały na siebie zdziwione. Brązowooka zabrała głos.
 - To nie od Ciebie powinnyśmy wysłuchać historii związanej z Twoim bratem? Musisz być wspaniałym braciszkiem, doprawdy. - Skarcił ją wzrokiem, a ona nawet nie drgnęła. Nie spuściła wzroku pierwsza, zaczynając toczyć z nim walkę.
  Byakko tylko wzdychając, pomachała im między oczami.
 - Halo, Halo! Nie chcę tam dotrzeć sama, z dwoma nad wyraz ciężkimi trupami. Macie miny jakbyście chcieli się nawzajem pozabijać. - Enenra spuścił pierwszy wzrok, kierując go w kierunku drogi.
  Hitomi uniosła zadowolona kąciki ust ku górze, po czym oczekiwała dalszych wywodów.
 - Eternitia.
 - Słucham? - spytały się w tym samym momencie.
 - Dowiecie się wszystkiego od wyroczni. Nie będzie to jednakże wyrocznia Dallas, najbliżej królestwa. Eternitia leży na wschód od waszej wioski, około 14 godzin drogi od Zagłębia Wschodniego. Wiecie gdzie to jest?
 - Nawet jeżeli, dlaczego musiałybyśmy iść taki szmat drogi tylko po to, aby dowiedzieć się czegoś o Tobie i Twoim ,,przecudownym'' braciszku? - Na twarzy złotowłosej pojawił się grymas niezadowolenia. Gdy w odpowiedzi usłyszała śmiech, spojrzała na niego zdumiona.
 - Powiedziałem: wszystkiego. Masz słaby słuch.
  Uśmiechnął się ledwo zauważalnie, ale nie dla Hitomi. Był to uśmiech niezwykle kpiący. Zacisnęła pięści - miała doskonały słuch i dobrze o tym wiedziała. Wszyscy z wioski ją za to podziwiali oraz za jej niesamowity wzrok po zachodzie słońca.
  Jej siostra wychyliła się zza ciała centaura i zagryzła ze zdenerwowania wargę. Wiedziała, że strzelił w czuły punkt.
 - Mam doskonały słuch, po prostu źle skonstruowałeś zdanie, Enenro. Możesz nam łaskawie wytłumaczyć, przez co mamy rozumieć słowo ,,wszystko''?
  Zmrużył brwi.
 - Dowiecie się również prawdy o sobie.
 - Prawdy o nas? To co o nas wiemy jak na razie nam wystarcza.
 - Poza tym...co by nam niby miała powiedzieć? - dodala niebieskooka.
   Prychnął, nie dając im odpowiedzi. Męczyły go jeszcze trochę, ale gdy po paru minutach ciągłej ciszy po drugiej stronie nadal nic nie usłyszały, zrezygnowały. Droga miała być długa i trudna do przebycia, dlatego postanowiły skupić się jak najbardziej. Nie mogły sobie pozwolić na dłuższy odpoczynek, czy stratę najwyższego skupienia.

  Po sześciu godzinach drogi dotarli do celu. Stali za krzakiem, za którym kryła się ścieżka prowadząca wprost do siedziby króla.
 - Skoro jesteśmy aż tutaj, a ty dostałeś wezwanie, że masz nas doprowadzić...to dlaczego się ukrywamy? - spytała Byakko.
 - Ponieważ to nie od Suzaku dostałem wezwanie.
  Zanim Hitomi zdążyła krzyknąć bardzo głośne ,,Co'', Enenra szybko jej w tym przeszkodził. Trzymał jej buzię w żelaznym uścisku, nie puszczając jej ani na chwilę.
 - Hej, puść ją! - Byakko wbiła paznokcie w jego twardą skórę,ale najwyraźniej nic nie poczuł. - Puść ją, powiedziałam!
 - To niech przestanie się szamotać, bo nas odkryją.
   Po półgodzinie szamotaniny ze strony ,,ratującej'' Byakko, wierzgającej Hitomi i nic nie robiącego specjalnie centaura, sytuacja w końcu została opanowana. No, z wyjątkiem próby unormowania oddechu ciemnookiej. Jeszcze nad tym pracowali, a raczej pracowały.
 - Mogła się udusić, nie masz mózgu?! - krzyknęła na tyle głośno, że zwróciła uwagę najbliższych im strażników.
 - Głupia. - odpowiedział jej tylko tyle, po czym próbując je chronić, ujawnił się pierwszy na ścieżce.
  Z każdym jego kolejnym ruchem, straże zaczęli przygotowywać się jakoby do walki. Gdy Hitomi mogła już unormować swój oddech, przeklęła.
 - Co ten idiota robi?
 - A bo ja wiem.
  Podszedł do nich na odległość jednego metra, a oni wycelowali w niego włócznie. Westchnął.
 - Czego tutaj szukasz do licha? - spytał jeden z nich.
 - Chciałem się zobaczyć z bratem, czy spotkania rodzinne są zabronione? - Ściągnął brwi ku dołu, a gdy zaczęli wbijać mu mocniej ostrze broni, złapał za jej drewnianą część i zgiął w pół.
 - E-Enenra, wiesz że masz zabronione... - zaczął się jąkać jeden z nich.
 - Chcę się tylko zobaczyć z moim kochanym bratem - powiedział bez wyrazu, po czym odrzucił zniszczone włócznie. - Biegnijcie zawiadomić go o moim przybyciu, będę u niego w sypialni za chwilę. Jeszcze jestem na tyle kulturalny, aby się zapowiedzieć, żeby miał czas ubrać siebie i jego dziwki. 
  Gdy stali przerażeni nadal w miejscu, kopnął kopytem w ziemię. W mgnieniu oka rzucili się w kierunku bramy. Pokręcił zniesmaczony głową, po czym odwrócił się całym sobą w stronę ukrytych sióstr.
 - Wyłaźcie.
  Gdy pojawiły się koło niego, zaczął im tłumaczyć:
 - Musicie iść ze mną, a potem się roz...Cholera jasna, jesteś nienormalna! - krzyknął, trzymając się za brodę.
 - To było za wcześniej, jesteśmy na równi. Strażnicy nic Ci nie zrobili, to musiała kobieta.
  Patrzył na nią, próbując zatrzymać ból w okolicy żuchwy. Był wściekły, to oczywiste...ale był ją jednocześnie zafascynowany, zaskakiwała go z każdym możliwym momentem. Była niezwykle silną kobietą, podejrzewał że to dzięki niej ona wraz z siostrą jeszcze żyją. Chciało mu się śmiać, gdy zdał sobie sprawę, że uderza o wiele lepiej niż nie jeden mężczyzna. Oraz ma więcej odwagi, niż Ci wszyscy strażnicy na terenie królestwa. Przynajmniej tak wywnioskował.
  Zdziwiona patrzyła na jego srebrną krew, która wyciekała z rany. Kolejna dziwna rzecz do rachunku. Może wnętrzności miał ze srebra? Żelaza? Platyny? Westchnęła. Wiedziała jedno: mózgu nie miał, może pył księżycowy zamiast niego. Uśmiechnęła się sama do siebie na tą myśl. Mimo wszystko musiała sama sobie przyznać, że nie mogło to być prawdą. Nie był głupi, był bardzo inteligentny,a przynajmniej na takiego wyglądał i takie miała przeczucie. Dlaczego więc nie on był królem?
 - A więc co teraz?
 - Ja wejdę z wami, ale od pewnego miejsca musicie radzić sobie same.
  Kiwnęły głową, nie pytając o więcej. Ruszyli w stronę muru, który otaczał zamek. Cały był pokryty bluszczem i innymi roślinami. Enenra chwycił część liści w pewnym miejscu i rozchylił go tak, że ukazało się tajemne przejście.
 - Właźcie.
 - A Ty? - spytała Byakko.
 - Muszę się przemienić w człowieka, chyba że chcecie obejrzeć przemianę? - rzucił, uśmiechając się łobuzersko. Zdumiona, odwróciła szybko twarz. Hitomi za to stała z założonymi rękoma i ani śniła tego przegapić. Uniósł zdziwiony brew i westchnął.
 - Nie mogę tego przy was zrobić. Idźcie przodem, dojdę za chwilę.
 - Możesz kłamać.
  Z jednej strony rozumiał, że mogła mu nie ufać. Z drugiej - przecież nie był jego bratem.
 - Obiecuję Ci,że was nie zostawię. Nie mogę się przemienić przy ludziach. Są wyjątki, ale wy do nich niestety nie należycie.
  Nie wiedząc czemu, zabolało ją to. Zdziwiona swoim nowym uczuciem, złapała siostrę za rękę i szybko przeszła przez przejście. Zaczekały parę minut, a zaraz potem do nich dołączył.
  Dziewczyny wytrzeszczyły oczy, gdy zobaczyły go z bliska. Hitomi znów poczuła dziwny ścisk w żołądku, za co karciła siebie w myślach. Miał opasaną na biodrach zwykłą, białą chustę. Gdyby zawiał ostrzej wiatr, mogłaby go zobaczyć w pełnej okazałości...znowu. Teraz dokładniej.
 - Suzaku czeka na mnie w ogrodzie...
 - A nie miałeś go zastać w sypialni? - przerwała mu Byakko.
 - On już wie, że do niego idę. Bracia tak mają, w szczególności my. Wy za to musicie się udać do środka zamku, przez lochy. W tej porze nie ma tam strażników, ale pospieszcie się. Schodami w górę, później na lewo. Na każdym oknie siedzą kruki, przekażą mu wiadomość o waszej obecności w ciągu 9 sekund.
   Hitomi przewróciła oczami, po czym podparła swoje dłonie na biodrach.
 - Nie zdążymy nawet zrobić dziesięciu kroków i nas znajdą. - Spojrzał na nią, po czym uśmiechnął się ironicznie.
 - Zwierzęta są mądre, kiedy nie są pod czyimiś rozkazami.
 - Zwierzęta nie mogą być pod czyimś czar...
  Chrząknął, przerywając jej kolejny wybuch złości. Westchnął.
 - To prawda, ale każda rodzina ma przepisane zwierzę. - Gdy ujrzał ich zdziwione miny, zaśmiał się. - Dowiecie się u Eterniti. W skrócie: nasza rodzina ma przepisane kruki. Zwierzę rozpoznaje zapach, krew swojego podwładnego. Będzie mu służył, innym nie. Gdy jego rodzina zrobi mu krzywdę, może się uwolnić. Dosyć bajki. Dalszy plan.
  Byakko próbowała wszystko spamiętać, ale dosyć...trudno jej to szło. Westchnęła załamana. Więc jak mają przejść, skoro rozpoznają krew ludzi? Musiałyby...
 - Musicie...
 - Musisz nas naznaczyć swoją krwią. - dokończyła za niego.
 - Dokładnie. - spojrzał na nią, nagle zauważając coś więcej niż naiwność i beztroskę. Za szybko ocenił drugą siostrę, będąc zbytnio zafascynowany Hitomi. Przypomniał sobie słowa wyroczni.

  Enenra...Musisz odnaleźć te dwie dziewczyny i sprowadzić je do Suzaku. Są już w drodze. To od nich zależy jak sprawy potoczą się z Twoim okropnym bratem, mają dwa wyjścia. Jeżeli pozostaną do końca takie jakie są i ich uczucia w stosunku do siebie się nie zmienią, pomogą wam i całej wyspie Eiendo. Mogą jednak zbłądzić po drodze, ich więź zasłoni obraz Suzaku. Wtedy będzie to kolejny rok klęsk. Enenra, gdy po miesiącu będą wciąż takie same, przyprowadź je do mnie. Musisz je chronić z daleka. Jedna z nich odznacza się siłą i nadzwyczajną wrażliwością. Będzie musiała się jeszcze wiele nauczyć i przeżyć, ponieważ gwiazdy powtarzają jej imię od dekad. Pomożesz jej. Druga jest również silna i wrażliwa, jednakże do niej należy zupełnie inne zadanie. Pomoże jej w tym Arthyen. 

  Arthyen? Bardzo ciekawiło go to połączenie, gdyż ten mężczyzna jest trudnym...człowiekiem.
 - Musicie wypić moją krew. Gdy to zrobicie, macie trzy minuty. Później zniknie z waszych organizmów i będziecie wyczuwalne dla kruków. - Skrzywiły się na samą myśl, ale nie przerywały mu. Czas ich gonił. - Gdy przejdziecie korytarz kruków, przejdźcie przez drzwi. Za nimi ujrzycie małe pomieszczenie, bez drzwi i okien. Zamknijcie się w nim i przekujcie palce, aby potem przejechać nimi po cegle. Potem...Potem jest już nieważne. Zapamiętałyście wszystko?
 - Ale...tak krwią po ścianie? - złapała się za głowę Byakko, śmiejąc się histerycznie pod nosem. - Że niby się magicznie otworzą, tak?
 - Kobieto, centaura widziałaś a w to nie uwierzysz? - rzekła Hitomi, chcąc jak najszybciej działać.
 - Tajemne przejście otworzy się tylko na znak naszej krwi. Dlatego musicie się pospieszyć. Już. - uciął sztylecikiem swój nadgarstek i skierował rękę w ich stronę. - Pijcie.
   Stanęły jak wryte w ziemie, ale gdy je ponaglił, szybko wykonały zadanie. Poczuły się dziwnie, ale jakoby dodało to im energii.
 - Dobra, macie tutaj sztylet. Utnijcie się nim gdy będziecie przy końcu, aby naznaczyć cegłę. - zakrył miejsce przecięcia ręką i ruszył w drugą stronę. - Zobaczymy się jeszcze, spieszcie się!
  Patrzyły na oddalającą się postać i spojrzały sobie prosto w oczy. Zmrużyły oczy, szykując się do biegu.
 - Gotowa?
 - Gotowa.
 ++++++

Jej... w sumie to koniec xd koniec rozdzialu. Jest krotki ale mi sie podoba ^^ następny wyjdzie bardzo szybko, bo mam wene. Może zaczne go pisac jutro. Baj baj :3